
W ostatni piątek października, ciepłym wieczorem, Łukasz wspina się na górę koło Walimia, aby rozpalić ognisko i odprawić rytuał pożegnania jesieni. Kiedy pytam go, dlaczego robi to właśnie teraz, bo przecież kalendarzowa zima rozpocznie się dopiero 21 grudnia, tłumaczy, że wyjeżdża do Warszawy, a kiedy powróci, nad Górami Sowimi i w ich dolinach będzie panowała zima. Rozstając się z ciepłą porą roku przesyła mi zdjęcie swojej dłoni, w której trzyma saską wódkę na tle pomarańczowo- żółtych języków ognia. Trunek ma kolor ciemnego bursztynu niczym złota ambrozja stanowiąca pokarm olimpijskich bogów, dająca wieczną młodość i nieśmiertelność.
Ogień płonie, a na szczycie góry płyną kojące dźwięki muzyki z filmów. Być może Łukasz wspomina tych, którzy odeszli z tego świata?
W dolinie zapada powoli zmrok. Pojawiają się pierwsze światła w oknach walimskich domów, a uliczki miasteczka stopniowo rozświetlają latarnie. Płomienie ognia stają się białe, niemal prometejskie, oczyszczające. Dla Łukasza z góry wszystko jest lepiej widoczne, szlachetniejsze, czystsze.
W niedzielę Łukasz opuści Góry Sowie, a ja wieczorem tego samego dnia, spacerując z psem, dostrzegę obłoki mojego oddechu unoszące się w mroźnym powietrzu. W poniedziałek zeskrobię dziewiczy szron z szyb auta, zaś nocą oglądając film nakryję się ciepłym pledem.
Łukasz rozpoczął Samhaim- porę roku, w której króluje Księżyc i jego ciemny blask.
Opowiadam Łukaszowi o moim rytuale powitania wiosny w Noc Beltane. O nocy z 30 kwietnia na 1 maja, gdy każdego roku z przyjaciółkami przemierzam kamienistą drogę na szczyt Śleży – góry kultu solarnego, by oddać cześć Bogini Słońca. Wskrzesić ogień i posłać jego ciepłe iskry do nieba, tak aby osiadły na Słońcu i erotycznym tańcem pobudziły jego trzewia, aż staną się ciepłe, cieplejsze, gorące. Nazajutrz rozkwitną przyczajone do tej pory na drzewach pąki, a łąki pokryją się kwiatami.
Ale zanim to się stanie, w nocy każda z nas zakopie w ziemi jabłko. Symbolicznie pozbędziemy się z życia tego co złe, niepotrzebne, stare. Te energie zgniją w ziemi wraz z rajskim owocem. Zapalę białą i czerwoną świeczkę. Płomień jednej oczyści, a drugiej przyniesie miłość. Od polana z ogniska rozniecę gałązkę białej szałwii, która oczyści i przyniesie wraz z wiosną szczęście, zdrowie, dobrobyt i miłość. Wtedy otworzymy rubinowe wino i będziemy wznosić toasty za pomyślność w życiu, aby się wypełniło, to co ma się wypełnić.
Schodzą z Góry Sobótki zagubię drogę i usłyszę wycie samotnego wilka. Za każdego krzaka będą na mnie spoglądać przyczajone postaci leśnych bóstw, duchów i druidów. Już na leśnym parkingu otworzę dach auta i będziemy z przyjaciółkami, patrząc w gwiazdy, słuchać mistycznej muzyki, przy której dźwiękach wrócimy nad ranem do Wrocławia.
Moje i Łukasza rytuały dopełniają się jak Ślęza i Radunia. Zamykają krąg pór roku. Samhain i Belatane- dwa święta, podczas których zacierają się granice między światem widzialnym, a zaświatami.
Beltane to noc miłości i płodności. Noc, która zawiesza prawa małżeńskie w erotycznym blasku ognia.
Łukasz pyta: Magdaleno, czy zabierzesz mnie kiedyś na Wasz rytuał ?